Saturday, 24 July 2010

Gwiazdka w więzieniu


Z reguły nie zajmuję się podobną szmirą, ale tu jest jeden fakt godny odnotowania.

Lindsay Lohan, amerykańska milionerka, gwiazdka filmowa (lub raczej meteorek - zagrala w kilku kiepskich, ale kasowych komediach i potem zaczęła się bawić w szokowanie publiki swoim imprezowaniem i zmienianiem kochanków w kochanki) wylądowała w więzieniu. Za prowadzenie samochodu po pijaku. Na trzy miesiące. Nikogo nie zabiła ani potrąciła. Tylko złapali ją dwa razy. To ta po lewej, razem ze swoją adwokat w momencie ogłaszania wyroku.

Jak to? Aktorka-milionerka i w więzieniu? Tylko za jazdę pod wpływem? Jak to możliwe, zapytacie.

No, w tej zgniłej Ameryce to jeszcze jest możliwe. W PL-u po powtórnym złapaniu w czasie jazdy na gazie gliniarze co najwyżej poprosiliby ją o autograf. Ale w Stanach - 'dura lex sed lex'. Kasa ani znajomości, a tym bardziej bycie politykiem lub jego synem, nie pomogą! Nawet obamamaniacy nie zdołali tego zmienić (jeszcze).

Saturday, 17 July 2010

WTF?


Nie odzywałem się tak długo, bo mam tyle teraz spraw na głowie! Niektóre z nich to: sałatka grecka, moussaka, tzatziki, mythos, souvlaki, leżenie na plaży, żaglówki, snorkeling, itp.

Ale muszę to napisać natychmiast, bo przed chwilą nastąpiło coś, co mnie zdziwiło jak rzadko.

Odczuliśmy właśnie trzęsienie ziemi. Na szczęście malutkie, ale łatwo zauważalne - 5.1 w skali Richtera. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, bo to na wyspach greckich dość częste zjawisko. Wstrząs trwał około 5 sekund - lampa się zakołysała, szklanki w kuchni zaczęły dzwonić, usłyszałem odgłos trzęsienia taki, że ciary przeszły po plecach. Wyszedłem na balkon, aby zobaczyć jak reagują ludziska.

W pubie, usadowionym nad brzegiem zatoczki poniżej naszego pokoju, właśnie leciał kawałek Carole King "I Feel The Earth Move Under My Feet' ('Czuję, jak ziemia porusza się pod moimi stopami').

Jeszcze większe ciarki mi przeszły po plecach...

Wednesday, 16 June 2010

Toalety w Australii


To zdjęcie toalety publicznej w Brisbane. Bezpłatnej. Wszystkie są bezpłatne. Z reguły wyposażone w papier toaletowy, zazwyczaj mydło i ręczniki papierowe. Ubikacje występują często, nawet w 'pięknych okolicznościach przyrody', tj. na szlakach wędrówkowych, w górach i w poblżu plaż. Brudną toaletę spotyka się rzadko. Nawet na pustkowiu jest bieżąca woda (z tanku). Większość przystosowana dla niepełnosprawnych.

W czasie wizyty w Polsce miewam trudności z odpowiadaniem na pytania moich córek: 'Tata, a dlaczego w Polsce za toalety trzeba płacić???'

Od siebie dodam: o ile można ją znaleźć.

Macie jakieś sugestie, jak najlepiej odpowiedzieć na to pytanie?

Sunday, 6 June 2010

Najlepsze zawody w Polsce

Ostatnio wbiłem do google.pl haslo 'najlepiej platne branze w polsce' i na szóstym miejscu otrzymałem link do artykułu z wp.pl:

Komu i gdzie żyje się w Polsce najlepiej? - Strona 6 - Praca - WP.PL

11 Mar 2010 ... szanse na dostanie pracy w dobrze płatnych branżach mają głównie absolwenci ... Okazuje się, bowiem, że do branż, które najchętniej zatrudniały w 2009 roku ... W POLSCE NAJLEPIEJ ŻYJA KSIĘŻA, POLITYCY I ZŁODZIEJE ! ...
praca.wp.pl/kat,1013819,title,Komu-i-gdzie-zyje-sie-w-Polsce-najlepiej,wid,12064404,wiadomosc.html?... -
Kopia


Nic tylko wszyscy powinni walić do macierzy jak w dym, z zamiarem zostania księdzem, politykiem lub złodziejem. Fakt, kilka lat temu od gościa, który właśnie nie wygrał wyborów (już nie pamiętam na jakim szczeblu) usłyszałem: 'No, teraz mi się nie udało, ale jak się tam dostanę za 4 lata, to się k@*#a odkuję!'

Thursday, 3 June 2010

Daniel w jaskini lwów

Nie z australijskiego podwórka (znowu, sorry) i klip raczej dla operujących angielskim. Ale postaram się wyjaśnić pokrótce, o co chodzi. I obiecuję, że to ostatni post tego typu, przynajmniej na jakiś czas (no chyba, że nie będę mógł się powstrzymać).

Pewnie wiecie, że 31 maja 2010 przy próbie skontrolowania tureckiego statku, płynącego do strefy Gazy z pomocą humanitarną, żołnierze izraelscy w odpowiedzi na atak pasażerów okrętu, zmuszeni byli użyć broni palnej, co pozbawiło życia dziewięciu napastników.

No i zaczęło się: muzułmanie i zjednoczeni z nimi wszelkiej maści lewacy podjęli protesty w wielu miastach świata, twierdząc, że mordercy powinni być ukarani. Jednym z takich miast było Los Angeles. Gwałtowny protest propalestyńskich aktywistów i muzułmanów krzyczących 'Allahu akbar' ('Allah jest wielki', tłumaczenie słowa 'akbar' mam nadzieję znacie też z tego posta) został zakłócony przez osamotnionego Żyda powiewającego flagą Izraela przed nosem wrogiego tłumu i, mimo gróźb, niewzruszenie kontynuującego swoje poparcie dla Izraela. Na jego szczęście była tam policja. Dlatego nie został zlinczowany.

Śmiały Żyd ma 16 lat. Tyle ile Jessica. Pooglądajcie klipa z YouTube poniżej (do przynajmniej końca piątej minuty) i zadajcie sobie pytanie: czy zdobylibyście się na podobny wyczyn co ten chłopak? Dla niezorientowanych w kwestiach żydowskich dodam, że ten wyczyn był podobny do wejścia z flagą Cracovii w tłum kibiców Wisły, tudzież w koszulce Ruchu Chorzów na stadion Zagłębia Sosnowiec, czyli krótko mówiąc po biblijnemu: do wejścia Daniela do jaskini z lwami.

Wednesday, 2 June 2010

Uduś swoje dziecko!


To post, który nawiązuje do wcześniejszego Australijczyk potrafi też i to. Niektórzy ludzie w Australii są tak głupi, że mogą zaryzykować życie swojego dziecka w imię czego? Nie bardzo wiem, czego. Znowu mediów? No idea.

Ale upiekło im się tym razem. Czterometrowy pyton nie udusił 4-miesięcznej dziewczynki, którą rodzice ustawili do zdjęcia w sposób jak obok - pewnie był najedzony.

Lily (to imię dziewczynki na zdjęciu) będzie miała pamiątkę na całe życie - i jednocześnie pomnik głupoty rodziców.

Sunday, 30 May 2010

Polityka

Dziś o polityce w Australii, która bardzo różni się od tej w PL. Wiadomo, wszędzie jest to bagno, ale w Oz jest to przynajmniej wesołe bagno.

Obradami australijskiego parlamentu zacząłem się żywo interesować od kiedy, bodajże w 2006, usłyszałem przypadkiem w radio ówczesnego skarbnika Petera Costello (to funkcja wyższa niż minister finansów), jak robi sobie jaja z Petera Garretta (Garrett był kiedyś wokalistą Midnight Oil, którą to kapelę lubiłem do momentu kiedy zrozumiałem, o czym oni śpiewają. Teraz (2010) Garrett jest, pożal się Boże, ministrem ochrony środowiska, dziedzictwa kulturowego i sztuki).

Mr Costello przeczytał w parlamencie fragment tekstu przeboju 'Beds Are Burning' wykonywanego przez Garretta, a który był piosenką postulującą oddanie Aborygenom wszystkiego, co im rzekomo odebrali biali, a przypadkiem jak w pysk strzelił pasował do przekrętu Partii Pracy, do której teraz należy Garrett (w świecie zachodnim większość szarpidrutów ma lewicowe inklinacje). Ale w jakim stylu Costello to zrobił! Zobaczcie sami, najlepiej do końca (video przeznaczone w zasadzie dla osób znających angielski, a jak ktoś nie zna to poproszę o pytania, wtedy chętnie wytłumacze/przetłumaczę). Wszyscy ryczeli ze śmiechu. Chodziło o 42 miliony dolarów, które Partia Pracy wyprowadziła z kasy państwa przez płacenie zawyżonego czynszu swoim poplecznikom.

Costello rocks! Szkoda, że zakończył karierę. O polityce australijskiej jeszcze będzie.




Friday, 28 May 2010

Australijczyk potrafi też i to


Czyli jak zrobić sobie kuku na własne życzenie.

Uwagę mediów w Australii, ale też w Wielkiej Brytanii, przykuł idiotyczny wyczyn 21-letniego Australijczyka z Sydney, który zjadł żywego ślimaka (takiego jak na zdjęciu - bez skorupy), aby się popisać i dostać się jakoś do mediów. No i się dostał. Przy okazji dostał się też na intensywną terapię. Nabawił się bowiem rzadkiej odmiany zapalenia opon mózgowych, zwanej szczurzym zarobaczeniem płuc (rat lungworm), którą to chorobę przenoszą robale znajdują się w płucach szczurów. Szczury wydalają pasożyty, a szczurze odchody są często zjadane przez ślimaki. Robak występuje w Azji, Australii i Oceanii. Choroba zwykle powoduje obrzęk płuc i rdzenia kręgowego i często prowadzi do śmierci. Gość walczy teraz o życie.

Gdyby mu się nie udało, to chyba trzeba zaproponować jego kandydaturę do nagrody Darwina.

Monday, 24 May 2010

Welcome to Asia


Teraz nieco o sąsiedztwie Australii.

Jeśli wybieracie się do Azji, a jesteście wrażliwi brud, smród i ubóstwo, to odradzam.

To zdjęcie zrobione w jednym z lepszych centrów handlowych w Kuala Lumpur. Myślę, że ktoś wrażliwy na punkcie czystości nie byłby tam szczęsliwy. Kawałek plastiku, który trzymam w ręce ma wielkość karty kredytowej.

Od klasy hotelu należy odjąć jedną gwiazdkę, tzn. 5 gwiazdek tam = 4 gwiazdki w Europie.

Wszędzie napotkać można olbrzymie kontrasty: w odrapanej uliczce - tak straszliwy odór, że nie wiadomo, co tak bardzo może śmierdzieć. Wychodzisz za róg i w centrum handlowym na wystawie widzisz rząd dziesięciu zegarków na rękę w cenie od 50 tys. do ponad 100 tys. ringittów (1 ringitt = 1 PLN). Pewnie jakieś ręczne wyroby szwajcarskie (tak myślę, bo nie rozpoznałem żadnej marki, no ale fakt - nigdy nie interesowałem się zegarkami na rękę w cenach nieprzyzwoitych, bo uważam to za marnowanie kasy). No i ktoś to chyba kupuje, inaczej nie byłoby na wystawie 10 zegarków.

Jeśli chodzi o inne rzeczy, to wcale nie jest tak tanio, jakby się mogło zdawać. Trzeba się rozglądnąć, aby coś kupić dobrze. Mój Dell kosztował ociupinę więcej niż w Australii. W głównych centrach handlowych w Kuala Lumpur ceny są wyższe niż Down Under. Trzeba się rozglądnąć, żeby kupić ciuch taniej, np. na wyprzedaży. My nastawiliśmy się na wypełnienie pustawych walizek, i się nie udało.

Taksówkarze to osobna historia, W zasadzie nie jest drogo przenosić się tym sposobem z miejsca na miejsce, ale trzeba uważać, bo za dokładnie taki sam kurs na odległość około 10 km można zapłacić 7 albo... 30 ringittów, zależy od kierowcy. I w naciąganiu turystów celują Hindusi (w zasadzie należy założyć, że zawsze chcą cię niemiłosiernie orżnąć), Malaje - zależy, najuczciwsi są Chińczycy, przynajmniej ci, których my spotkaliśmy.

Wszędzie niemiłosierny tłok, ludzie depczą po tobie i sobie nawzajem, im to jakoś nie przeszkadza, ale widocznie są przyzwyczajeni.

Ale mogę powiedzieć, że warto to zobaczyć, o ile ktoś nie ma zbyt wrażliwego żołądka.

Thursday, 20 May 2010

Australijczyk (-ijka) potrafi


Jessica Watson właśnie wróciła do Sydney po 210-dniowej samotnej podróży żaglówką dookoła świata. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, ale dziewczyn(k)a ma ... 16 lat.

Po powrocie stwierdziła coś, co w moich oczach było ukoronowaniem jej podróży, najlepszym jakie sobie można wymarzyć. Było tak:

Najpierw powitali ją przy Opera House, wiwaty i bla, bla, bla - przemówienia organizatorów i polityków. Obecny premier Australii Kevin Rudd nie zmarnuje żadnej okazji, aby pokazać swego ryja w TV (no to już wiecie, na kogo głosowałem, a ryj występuje też w artykule, do którego link tutaj). Był też i przy powitaniu młodej żeglarki. W swojej przemowie okrzyknął Jessikę 'najnowszym bohaterem Australii'. Na co przytomna dziewczyna odpowiedziała: 'Nie zgadzam się z premierem - nie jestem, żadnym bohaterem, jestem zwykłą dziewczyną. Nie trzeba być kimś szczególnym, aby osiągnąć wielkie rzeczy. Musisz tylko mieć swoje marzenia, wierzyć w nie i pracować ciężko'.

Nie wiem, czy więcej można powiedzieć w tak krótkim stwierdzeniu.