Showing posts with label zwierzaki. Show all posts
Showing posts with label zwierzaki. Show all posts

Saturday, 6 August 2011

Zamiast zakończenia


No witajcie po dłuższej przerwie.

Już miałem dokonać ostatniego wpisu na blogu, zamieszczając podziękowania dla stałych czytelników z dwoma klipami Elektrycznych Gitar: jednym - 'To już jest koniec', a drugim - tym, w którym można usłyszeć prawie na samym początku frazę '...byłem na wsi, byłem w mieście, byłem nawet w Budapeszcie...'.

Ale to może poczekać.

Tymczasem dziękuję Agacie za komentarze, które uświadomiły mi, że przecież ktoś to czasami czyta. Może nie tabuny fanów, ale zawsze...

Dlatego dziś nie będzie o Budapeszcie. Publikuję natomiast własnoręcznie wykonane zdjęcie ptaka w samiutkim centrum Brisbane na Eagle St, pod biurowcem, w którym mieści się moja dawna firma.

W Australii przyroda wdziera się nawet do City. Bez szkody dla przyrody - żaden kierowca go nie rozjechał, nikt nie poczęstował go kopem. Ludziska przygladali się z życzliwym zinteresowaniem, co widać na załączonym obrazku.

Cheers!

Sunday, 3 April 2011

Czym się różnią ludzie od zwierząt?


Tym, że gotowi są poświęcić dużo, aby uratować życie, nawet jeśli chodzi tylko o psa.

W trzy tygodnie po trzęsieniu ziemi i tsunami w Japonii, japoński patrol straży przybrzeżnej (określają ich w Japonii przezwiskiem 'morskie małpy', hmmm...) wypatrzył 2 km od brzegu dryfujący dom (wiele z nich zostało zmytych do morza), a na jego dachu żywego psa. Helikopter próbował go ściągnąć, ale pies bał sie hałasu silnika i przeskoczył na inny pływający fragment, więc posłali łódkę. Akcja ratunkowa była skuteczna i pies stał się sensacją, bo dryfował na dachu prawdopodobnie od 11 marca.

W Australii news był na głownej stronie najważniejszych wiadomości, a w PL? Nie wiem i nie chce mi się sprawdzać, jakoś mam dziwną awersję do polskich mediów ostatnio. Jak ktoś wie, czy był na ten temat jakiś post gdzieś w polskim internecie, to poproszę o cynk.

See ya!

Saturday, 19 February 2011

Wyalienowanie niepełnosprawnych w Australii


Znowu porównujemy Australię z PL-em.

Zjawisko wykluczenia osób niepełnosprawnych w Australii jest DUŻO, DUŻO rzadsze niż w PL. Właściwie należałoby powiedzieć że to w PL-u jest ono codziennością, niestety. W PL-u nie ma ludzi niepełnosprawnych. Przynajmniej się ich rzadko widuje. Powód? Bo z reguły siedzą w domach i czekają na śmierć. No bo po co mają wychodzić? Za wózek inwalidzki trzeba słono zapłacić, a jak się go już ma, to trzeba być akrobatą, aby wjeżdżać na polskie krawężniki, bez łagodnych zjazdów dla wózków przy przejściach dla pieszych. W Australii KAŻDE przejście dla pieszych ma łagodny zjazd - wiem coś o tym, bo się dość najeździłem z wózkiem dziecięcym w Melbourne, Sydney, Adelajdzie i Brisbane.

Na każdym koncercie jest sekcja dla wózków inwalidzkich w najlepszym miejscu przed sceną (gwoli ścisłości doniesiono mi, że w PL-u też się to spotyka coraz częściej).

Bardzo częstym widokiem są ludzie niewidomi prowadzeni przez labradory. Ta rasa psów trenowana jest przez Guide Dogs Australia - towarzystwo pomocy osobom niewidomym i niedowidzącym. W każdym supermarkecie jest skarbonka w kształcie psa, do której zbierane są fundusze na zakup i szkolenie labradorów.

Ta dziewczyna na zdjęciu towarzyszyła mi kilka razy w tygodniu w czasie porannego spaceru ze stacji kolejki do mojego biurowca na Eagle Street. Pracowała kilka pięter wyżej, nie wiem, co robiła, była całkowicie niewidoma (wiem, bo parę razy przyglądałem się ukradkiem, ale uważnie) i w pełni aktywna zawodowo. Na twarzy miała najczęściej pogodny wyraz albo uśmiech. Rano przyjeżdzała tym samym pociągiem co ja, widywałem ją w czasie lunchów w pobliskich restauracjach, oczywiście z psem, o 5 wracała do domu.

Zawsze gdy ją widziałem, nie mogłem wyjść z podziwu, że w Australii się da. To nie odosobniony przypadek, takich ludzi widzi się mnóstwo na każdym kroku. A w PL-u? A tak, słyszałem że koleżanka koleżanki opowiadała, jak jej chłopak w grupie na studiach podobno miał kogoś niewidomego lub niedowidzącego.

W Australii ludzie upośledzeni żyją w miarę normalnie. W PL-u - sami wiecie, jak jest. Żal.

Thursday, 30 December 2010

Poradnik: jak się nie dać zjeść rekinowi

O rekinach pisałem już tutaj. Ale dziś najdłuższy (I mean scrolling down) post, jaki kiedykolwiek napisałem: jak oszukać rekina. To bajecznie proste - przestrzegaj dziesięciu poniższych zasad, jak dziesięciu przykazań. Nie robię sobie jaj, to naprawdę działa:

1. Zawsze pływaj z innymi ludźmi. Zwłaszcza jeżeli mogą być uznani za bardziej apetycznych od ciebie.




2. Nie pływaj w mętnej wodzie.




3. Nie pływaj ze zwierzętami domowymi. Szczególnie jeśli potrafią surfować, a ty nie.



4. Unikaj pływania z dala od brzegu, w ujściach rzek lub w kanałach nadmorskich.



5. Nie pływaj o zmierzchu ani w nocy. I nie oglądaj 'Szczęk' w basenie.



6. Atakuj. Spróbuj mu choć wybić oko.



7. Jeżeli ryby wokół ciebie zaczną zachowywać się dziwnie lub zaczną gromadzić się w stada - wyjdź z wody - nie powinieneś tam pływać.





8.Jeżeli zobaczysz rekina, wyjdź z wody po cichu. Nie krzycz.





9. Oddaj mu. Możesz spróbować strzelić go prosto w nos (exceptionally no racist context this time).





10. Zachowaj właściwe proporcje. Więcej ludzi na świecie umiera od ukąszenia pszczoły, niż w szczękach rekina.






No to do następnego.


Thursday, 18 November 2010

Koala-pijak


News.com.au właśnie opublikował artykuł o misiu koala, który przyszedł do pubu.

Ale najpierw krótkie wyjaśnienie: koala to naprawdę nie miś, tylko torbacz, podobnie jak kangur.

Do rzeczy: Na wyspie Magnetic Island przy wschodnim wybrzeżu Australii (QLD) podczas ulewy do baru Marlin wszedł koala. Podszedł do barmana. Barman zeznaje: 'Poprosiłem go o dowód osobisty, ale nie miał. Wtedy poczuł się trochę niezadowolony i wspiął się po słupku na drewnianą belkę. Potem położył się na tej belce, spuścił łapki luźno w dół i zasnął.'

Barman wezwał speców od dzikich zwierząt, aby go usunęli z pubu. Pewnie się bał, że jak się pijak obudzi, to zażąda drinka jeszcze raz i niedostawszy go z powodu braku ID, tym razem nakładzie barmanowi po pysku.

Cheers for koalas!

Saturday, 9 October 2010

Uwaga! Sroka morderca!

W Brisbane i w ogóle w Australii bardzo często można spotkać takie znaki na drzewach, niby słupki graniczne sroczego terytorium: państwo w państwie (coś jak ZUS w PL-u).

Napis głosi (komentarze w nawiasach moje):

'Uwaga! Wkraczasz na terytorium srok. 

Sroki mają gniazda w tej okolicy i mogą w locie nurkowym atakować intruzów. To jest zwykłe zachowanie obronne (!!! - ładne mi zachowanie obronne: idziesz sobie przez park i sroka wali cię dziobem w głowę, aż się krew leje) podczas sezonu lęgowego i może trwać do 6 tygodni.

Aby się ustrzec przed srokami:

- przejdź szybko przez ten obszar - nie biegnij,

- noś kapelusz albo parasol,

- rowerzyści - proszę zejśc z roweru i go prowadzić,

- nigdy celowo nie prowokuj ani nie napastuj srok, bo to powoduje, że bardziej się bronią (czyli bardziej atakują i cholera, zapomnieli dodać: i grozi to śmiercią lub kalectwem).

Sroki na mocy Ustawy o Ochronie Środowiska Naturalnego z 1992 r. są gatunkiem chronionym. W naprawdę niebezpiecznych wypadkach, rząd Queensland lub oficer służb ds. parków przyrody mogą wydać zezwolenie na usunięcie ptaków (i chodzi im o przeniesienie w inne miejsce, a nie egzekucję).

Znak postawiony przez Brisbane City Council (tutejszy urząd miejski) ku pożytkowi społeczeństwa.'

Często nas atakowały, france. Nie tylko nas, naturalnie: zwykłym widokiem są w Australii rowerzyści, którzy na tyle kasku (kaski są obowiązkowe), na potylicy, mają domalowane duże ... oczy. To bierze się stąd, że ponoć ulubionym celem ataku srok są oczy ludzi. A tak to ich dziobią w tył kasku. 

Raz, przy powrocię z wyjazdu weekendowego za miasto, stanęliśmy obok drogi, bo dzieci chciały sikać - nie udało się, trzeba było zwiewać. Ja w czasię lęgowym srok chodzę na spacery ze sporym kijem. I niech się tylko która sroka spróbuje przede mną obronić, to się będę bawił w rycerza Jedi obcinającego kończyny napastnikom...

Wednesday, 2 June 2010

Uduś swoje dziecko!


To post, który nawiązuje do wcześniejszego Australijczyk potrafi też i to. Niektórzy ludzie w Australii są tak głupi, że mogą zaryzykować życie swojego dziecka w imię czego? Nie bardzo wiem, czego. Znowu mediów? No idea.

Ale upiekło im się tym razem. Czterometrowy pyton nie udusił 4-miesięcznej dziewczynki, którą rodzice ustawili do zdjęcia w sposób jak obok - pewnie był najedzony.

Lily (to imię dziewczynki na zdjęciu) będzie miała pamiątkę na całe życie - i jednocześnie pomnik głupoty rodziców.

Friday, 28 May 2010

Australijczyk potrafi też i to


Czyli jak zrobić sobie kuku na własne życzenie.

Uwagę mediów w Australii, ale też w Wielkiej Brytanii, przykuł idiotyczny wyczyn 21-letniego Australijczyka z Sydney, który zjadł żywego ślimaka (takiego jak na zdjęciu - bez skorupy), aby się popisać i dostać się jakoś do mediów. No i się dostał. Przy okazji dostał się też na intensywną terapię. Nabawił się bowiem rzadkiej odmiany zapalenia opon mózgowych, zwanej szczurzym zarobaczeniem płuc (rat lungworm), którą to chorobę przenoszą robale znajdują się w płucach szczurów. Szczury wydalają pasożyty, a szczurze odchody są często zjadane przez ślimaki. Robak występuje w Azji, Australii i Oceanii. Choroba zwykle powoduje obrzęk płuc i rdzenia kręgowego i często prowadzi do śmierci. Gość walczy teraz o życie.

Gdyby mu się nie udało, to chyba trzeba zaproponować jego kandydaturę do nagrody Darwina.

Friday, 5 March 2010

Uwaga na Pantery! Są niebezpieczne!


Mogą na przykład spowodować, że człowiek dostanie ataku śmiechu i wykorkuje.

Jarrod Sammut, futbolista klubu Pantery z Penrith (przedmieścia Sydney) dał sobie wytatułować na klacie napis, w wolnym tłumaczeniu, 'Uzasadnij swoje istnienie'. Tylko że w słowie 'istnienie' zrobił się błąd ortograficzny. Na całe życie pod szyją Jarroda zostanie nieprawidłowo zapisany wyraz 'existence'. Wyszło mu 'existance'.

Odkrycie błędu zajęło Jarrodowi dwa (sic!) tygodnie. To mówi wiele o inteligencji futbolisty.

Ciekawe w jakich okolicznościach to odkrył? Może raczej powinienem zapytać: 'Kto mu powiedział?'

Sunday, 7 February 2010

Dzikie świnie


To nie będzie post o Australiczykach, ani broń Boże o Polakach w Australii, tylko o jeszcze jednym gatunku, który zagraża Australii. O wielbłądach i rekinach już czytaliście. Teraz o świniach.

Perth Sunday Times donosi, że dzikie świnie powodują skażenie wody pitnej dla miasta. Pasożyty ze świńskich ekskrementów znaleziono w ujęciach wody, a jej oczyszczenie będzie kosztować miliony dolarów. Wewnętrzny raport zachodnioaustralijskiego ministerstwa ds. wody mówi o patogenach przenoszonych przez wodę, a pochodzących od świń. Co robić? Naturalnie - zabić świnie. Co nie będzie łatwe, bo dzikich świń w całej Australii jest 24 miliony, o 3 mln więcej niż ludzi.

Ale będą kiełbasy. Australijska świnia waży do 120 kg, ale trafiają się też większe (see the picture). Daje to ok. 2.9 mln ton świń. Dla porównania dodam, że roczna konsumpcja wieprzowiny w Polsce jest około 2 razy mniejsza.

Życzcie smacznego.

Friday, 29 January 2010

Szczęśliwy kundel


Na piewszej stronie internetowego wydania wiktoriańskiej gazety Herald Sun natrafiłem na historię. Pozytywną. O psie, który spłynął na krze lodowej ponad 120 km do morza i 35 km od brzegu został uratowany przez właśnie przepływający statek.

Polskie media też o tym donosiły, choć musiałem trochę pogrzebać w sieci, aby to znaleźć, więc może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby się to nie zdarzyło w Polsce. Nie pamiętam żadnych tego typu pozytywnych informacji z Australii publikowanych w Polsce, w polskich mediach nie było to na pierwszych stronach (ale tu mogę się mylić). W ogóle pamiętam mało pozytywnych informacji z polskich mediów.

W Youtube też można prędzej trafić na angielską wersję klipu o piesku, niż na polską.

Podejście polskich dziennikarzy do publikowanych tzw. newsów obrazuje poniższa autentyczna opowieść:

>>>>>>>>>>>

Kilka lat temu w austriackich Alpach przebywała grupa narciarzy, w której był mój kolega (stąd mam relację z pierwszej ręki). Wieczorem narciarze właśnie 'odpoczywali' po nartach, kiedy spadła lawina i odcięła wioskę od świata.

- 'Chłopaki, ja mam znajomego w ... (tu nazwa radia ogónopolskiego o słuchalności jednej z najwyższych, którą przemilczę, żeby przypadkiem mnie ktoś nie ciągał po polskim wymiarze niesprawiedliwości), zadzwonimy do niego i powiemy, że jesteśmy odcięci od świata, to nas puszczą w wiadomościach!'

Zadzwonił.

- Hej, stary tu spadła lawina! Jesteśmy odcięci od świata!

Z drugiej strony pytanie:

- A zabiło kogo?

- Nie!

- To co mi tu dupę zawracasz!

<<<<<<<<<

To świadczy o podejściu polskich dziennikarzy do tzw. newsów. W Australii często się słyszy pozytywne wiadomości w mediach. W Polsce - bardzo rzadko. A szkoda.

Monday, 28 December 2009

Australijska fantazja 2


No myślałem, że po poprzedniej relacji z tańca Australijek na pułapce na krokodyle mnie już nic nie zaskoczy w tej kwestii. Myliłem się.

Oto prasa australijska znowu donosi o podobnych ekscesach - tym razem wg mnie do kwadratu: dwaj faceci wpłynęli do środka pułapki na krokodyle (!), a trzeci wspiął się na jej szczyt i udawał, że surfuje.

Taki czyn w Australii jest zagrożony karą 55,000 dolarów australijskich (140,000 PLN) albo pięciu lat więzienia. A w przypadku pojawienia się krokodyla - utratą życia albo kończyn w najlepszym razie (ale to, jeśli delikwenci mieliby bardzo dużo szczęścia). Pocieszeniem byłaby nagroda Darwina, przyznawana za najbardziej bensensowną śmierć, spowodowaną przez własną głupotę.

No ale taka jest australijska fantazja - nie zna granic.

Wednesday, 16 December 2009

Only in Australia


Australia bywa często nazywana przez Australijczyków 'lucky country' - szczęśliwy kraj. Coś w tym jest. Widać to choćby w mediach. W Polsce, przykład, ciężko doszukać się jakiejś pozytywnej wiadomości w dziennikach telewizyjnych (celowo używam tej nomenklatury). W Australii - przeciwnie. Przeciętnie w co drugich wiadomościach wieczornych, czasem i codziennie, można znaleźć jakąś historię z bardzo pozytywnym zakończeniem.

Taką jak ta.

Facet jechał sobie swoim 4WD ('four-wheel-drive' - samochodem z napędem na 4 koła) po autostradzie z Melbourne na wschód. Ta autostrada jest zawsze zatłoczona. Wiem, bo dojeżdżałem nią do pracy. A że w Australii prawie wszyscy przestrzegają przepisów drogowych (jak jest sto na godzinę, to jest sto, a nie sto osiemdziesiąt), to jeździ się tam z użyciem 'cruise control'. To się chyba nazywa po polsku 'tempomat' - urządzonko utrzymuje stałą szybkość samochodu bez konieczności naciskania na pedał gazu. No i to urządzenie mu się zacięło. Nie mógł zwolnić, zatrzymać się, zahamować ani wrzucić biegu na 'neutral'. Nawet próbował wyciągnąć kluczyki i nic. Zupełnie jak w filmie 'Speed'. Wyrażenie 'perpetuum mobile' zyskało nowe znaczenie. Gość zadzwonił na nr alarmowy i powiedział, co jest grane. Policja stanęła na wysokości zadania, co też jest duuużo częstsze niż w Polsce, i pilotowała go po awaryjnym pasie autostrady, udzielając wskazówek, jak zatrzymać samochód. W końcu pas alarmowy się skończył i kierowca musiał zacząć jechać pod prąd!!! W tym momencie kobieta (!) na centrali w policji poradziła mu, żeby kopał w hamulce ile sił i zaciągnął rownocześnie ręczny. Poskutkowało. Gość, pewien, że żegna się z życiem, zamknął oczy. Słyszał tylko wizg opon po asfalcie, który trwał wieczność. Jak otworzył oczy, to jego samochód stał maska w maskę z samochodem stojącym na przeciwległym pasie. Wkrótce potem ambulans zabrał go do szpitala, bo był w stanie szoku.

Cała gonitwa trwała pół godziny!

Na zdjęciach szczęśliwy kierowca i autostrada, po której jechał. Nieszczęśliwy samochód to ford explorer. No fakt, już najstarsi górale mawiali, że 'ford gówno wort'.

Nie kupujcie fordów. Śledźcie australijskie media. Wyjdzie na zdrowie.

See you.

Wednesday, 2 December 2009

Rekiny lubią ludzi


To zdjęcie rekina upolowanego niedawno w Queensland. W tle widac wieżowce na Gold Coast - rejonu z jednymi z najładniejszych plaż w Australii. Często tam bywaliśmy, raz nawet mnie żona wyciągnęła z wody, bo twierdziła, że widziała płetwę rekina niedaleko nas w czasie, jak się pluskaliśmy w wodzie.

W Australii rekiny pożerają rocznie tylko kilku ludzi, ale spotkanie z taką bestią można by zapamiętać do końca życia. Tak to na pewno jest w przypadku nurka, którego rekin-ludojad chciał zjeść, ale mu się zęby zatrzymały na butli z tlenem i na kamizelce balastowej obciążonej ołowiem. Rekin go chciał napocząć od głowy, więc połknął mu głowę i jedno ramię, ale zębiska mu trafiły na wspomnianą butlę.

Na szczęście na zewnątrz została druga ręka, w której nurek trzymał dłuto i udało mu się wbić to narzędzie w oko bestii. No to go rekin puścił i odpłynął. Nurek miał złamany nos i poranioną głowę, ale wypłynął o własnych siłach.

Tych koszmarów to mu sie zazdroszczę. Historia wydarzyła się w styczniu 2007. Relacja z prasy tutaj.

UPDATE
Jeśli zaciekawił Cię niniejszy post, sprawdź też i ten.


 

Saturday, 28 November 2009

Krwiożercze wielbądy


Jechaliście kiedyś na wielbłądzie? Jeśli tak, to wiecie, że wielbłąd to taka trochę inna krowa.

Ale nie w Australii. Gazeta The Australian donosi, że miasteczko Docker River położone w Northern Territory 500 km od Alice Springs zostało zaatakowane przez sześciotysięczne (sic!) stado spragnionych wielbłądów. Wielbłądy niszczą wodociągi i odpływ ścieków, atakują nawet klimatyzatory i miejscowe lotnisko. Rezydenci w sile 350 osób przeżywają traumę. Dzieci chcą się bawić z wielbłądami, co może być niebezpieczne. No ja myślę! 17 wielbłądów na jednego dzieciaka! I to pod warunkiem, że każdy dorosły też się będzie bawił ze swoją częścią wielbłądów!

Minister stanowy zaznaczył, że sytuacja stała się krytyczna, ponieważ tak duże (!) miasteczko w tym rejonie nie może być bezkarnie niszczone. Wyasygnował 49 tys. dolarów, żeby pozabijać wielbłądy. Mięso pozostawione będzie na pustyni, aby zgniło.


Thursday, 26 November 2009

Spadające niedźwiedzie


Organizacja Plane Stupid, co można przetłumaczyć jako 'czysta głupota' i jednocześnie coś w stylu 'głupi samolot', walczy o to, aby ludzie przestali latać samolotami. Rzeczywiście, nazwa organizacji jest adekwatna do działalności.

Wypuścili ostatnio reklamę przedstawiającą misie polarne spadające z nieba i krwawo roztrzaskujące się o ziemię. Reklama, pewnie świadomie, nawiązuje do 11 września. Opatrzono ją komentarzem, że każdy krótkodystansowy lot w Europie emituje ponad 400 kg gazów cieplarnianych na pasażera, a to tyle, ile waży dorosły niedźwiedź polarny. Krwawość reklamy ma zniechęcić gawiedź do latania.

Mój ulubiony australijski dziennikarz Andrew Bolt, zaznaczając, iż nie dokonał żadnych kalkulacji, skomentował na swoim blogu: gdyby podróże lotnicze rzeczywiście zabijały niedźwiedzie w takim tempie, to do północy nie pozostałby żaden na świecie. Wyjątkowo się z nim nie zgadzam. Ja policzyłem i wyszło mi, że wszystkie misie polarne powinny być unicestwione w ciągu maximum 2 minut.

Andrew dodał też, że sama BBC wysyła na szczyt klimatyczny w Kopenhadze 35 dziennikarzy, a tylko ich przelot wyemituje tyle gazów, ile afrykańska wioska w ciągu roku.

Nie czekaj więc, zabij sobie niedźwiedzia - leć do Kopenhagi!

Thursday, 19 November 2009

Australijska fantazja


Niejednokrotnie obserwowałem u Australijczyków zachowania, które delikatnie można by określić jako, hmmm... lekkomyślne. Byłem świadkiem, jak ekipa po pijaku wskoczyła w nocy do Brisbane River, aby się ochłodzić. Wszyscy wiedzą, że w Brisbane River są rekiny, które przypływają z morza. Są co prawda małe, ale rekę mogą odgryźć. Szczególnie po zmierzchu, kiedy to wychodzą na żer. Ale nic to - Ozzie nie dbają o takie błahostki jak bezpieczeństwo, szczególnie po wychyleniu paru głębszych.

Zdjęcie obok przedstawia blondynki tańczące na... pułapce na krokodyle. Te pułapki są zastawione na krokodyle-ludojady, które zbierają znacznie większe żniwo niż rekiny (niedawno prasa w krótkich odstępach donosiła o bodajże 3 przypadkach konsumpcji człowieka przez krokodyla w Northern Teritory i Queensland). Pułapka pływa po mulistej rzece, zamieszkałej przez zwierzaki, dla których ludzkie mięso to rarytas. Blondynki mogą być 'pod wpływem', ale niekoniecznie. Niektóre dziewuchy w Oz mają taką fantazję.

A na to, jakie krokodyl może zrobić kuku, popatrzcie tutaj i tutaj. A jakie osiągają rozmiary (o czym świadczy też wielkość pułapki) - zobacz tu. Zwierzaki, na pozór ociężałe, polując poruszają się tak szybko, że człowiek ma małe szanse na ucieczkę.

Dlatego proszę uważać, jeśli jakiś krokodyl się wam napatoczy przypadkiem.