
Znowu nie mogę się powstrzymać od opowiastki o polskich kasjerkach z Tesco. Historia z błędną ceną i niewydawaniem 3 groszy tutaj, a teraz opowiastka pt. 'Jak zmieszać klienta z błotem'.
Stoję w kolejce do kasy, w której płaci się za mocne trunki. Jeśli nie wiecie, to w Tesco w tej kasie zwykle można też zapłacić za resztę zakupów, o ile to nie jest coś, co trzeba zważyć. Zwykle. Ale nie tym razem, bo pani miała chyba słaby dzień, może ja komar ugryzł, albo co.
Jestem trzeci. Gość przy kasie podjechał właśnie wózkiem, wyłożył butelkę wódki i zaczyna wykładać resztę towaru.
- Panie, co mi tu pan wykłada, ja tu kasuję tylko wódkę!
- Ale...
- Żadne ale, inne rzeczy niech se pan skasuje na głównej kasie, tu są alkohole.
Ja gryzę wargi ze śmiechu, pani kasjerka marszy brwi, a gość potulnie pakuje wszystko z powrotem, płaci za wódkę i oddala się, aby postać sobie drugi raz w kolejce do głównej kasy. Za nim następny pacjent, widząc bojowy nastrój pani na kasie, pyta nieśmiało:
- Proszę pani, ja mam tylko dwie wody oprócz wódki, czy skasuje mi je pani?
Pani (niechętnie):
- No dobra, dawaj pan, dwie wody to mogę skasować.
Ja się już prawie krztuszę, co by nie parsknąć smiechem, a tu jeszcze słyszę, jak para stojąca za mną krytycznie ocenia swoją sytuację:
- Ty, my chyba mamy za dużo w koszyku... - mówi żona do męża.
Sytuacja tak mnie rozbawiła, że nie upomniałem się tym razem o wydanie jednego grosza, którego naturalnie nie dostałem. Zresztą, jeślibym się upomniał, to ryzykowałbym chyba, że zaliczę jaką butelką w łeb, albo co najmniej mokrą ścierą.
Ale odbiłem sobie tego grosza za chwilę na głównej kasie - powiedziałem, że pani na alkoholach mi go właśnie nie wydała.






