Thursday, 4 November 2010

Polska nierówna Australii cz. 2. (Uczciwość)

Jak pewnie wiecie, jakiś czas temu Google wprowadziło mechanizm podpowiadania najczęściej szukanych haseł w swoim search engine. Wystarczy wpisać kilka początkowych liter i pojawia się najbardziej poszukiwane słowo lub fraza, która tak właśnie się zaczyna.

Oczywiście wiecie też, że w zależnosci od kraju Google podpowiada swój search engine dla danego obszaru i języka, w Australii jest to google.com.au po angielsku, w PL-u - google.pl po polsku.

Zacznijmy od Google Australia. Po wpisaniu 'how much do i need to spend on...' ('ile muszę wydać na...' albo inaczej 'za ile można kupić...') pojawiają się podpowiedzi: 

a) engagement ring (pierścionek zaręczynowy),

b) food (żywność).

W Google Polska po wstukaniu 'za ile mozna kupic...' pojawiają się dokończenia:

a) maturę,

b) prawo jazdy.

Dodam jeszcze trywialny i często cytowany przykład na różnice (zaczynające się w szkole, żeby nie powiedzieć w kolebce), w podejściu do uczciwości w tych dwóch strefach językowych: w angielskim nie ma słowa 'sciągać' (w sensie 'odpisywać na egzaminie'). Jest tylko 'to cheat' (oszukiwać).

Ci, którzy znajdujecie się w PL-u: radzę zapłakać. Ci, którzy googlacie z innych miejsc na świecie, wiecie co robić.




Saturday, 9 October 2010

Uwaga! Sroka morderca!

W Brisbane i w ogóle w Australii bardzo często można spotkać takie znaki na drzewach, niby słupki graniczne sroczego terytorium: państwo w państwie (coś jak ZUS w PL-u).

Napis głosi (komentarze w nawiasach moje):

'Uwaga! Wkraczasz na terytorium srok. 

Sroki mają gniazda w tej okolicy i mogą w locie nurkowym atakować intruzów. To jest zwykłe zachowanie obronne (!!! - ładne mi zachowanie obronne: idziesz sobie przez park i sroka wali cię dziobem w głowę, aż się krew leje) podczas sezonu lęgowego i może trwać do 6 tygodni.

Aby się ustrzec przed srokami:

- przejdź szybko przez ten obszar - nie biegnij,

- noś kapelusz albo parasol,

- rowerzyści - proszę zejśc z roweru i go prowadzić,

- nigdy celowo nie prowokuj ani nie napastuj srok, bo to powoduje, że bardziej się bronią (czyli bardziej atakują i cholera, zapomnieli dodać: i grozi to śmiercią lub kalectwem).

Sroki na mocy Ustawy o Ochronie Środowiska Naturalnego z 1992 r. są gatunkiem chronionym. W naprawdę niebezpiecznych wypadkach, rząd Queensland lub oficer służb ds. parków przyrody mogą wydać zezwolenie na usunięcie ptaków (i chodzi im o przeniesienie w inne miejsce, a nie egzekucję).

Znak postawiony przez Brisbane City Council (tutejszy urząd miejski) ku pożytkowi społeczeństwa.'

Często nas atakowały, france. Nie tylko nas, naturalnie: zwykłym widokiem są w Australii rowerzyści, którzy na tyle kasku (kaski są obowiązkowe), na potylicy, mają domalowane duże ... oczy. To bierze się stąd, że ponoć ulubionym celem ataku srok są oczy ludzi. A tak to ich dziobią w tył kasku. 

Raz, przy powrocię z wyjazdu weekendowego za miasto, stanęliśmy obok drogi, bo dzieci chciały sikać - nie udało się, trzeba było zwiewać. Ja w czasię lęgowym srok chodzę na spacery ze sporym kijem. I niech się tylko która sroka spróbuje przede mną obronić, to się będę bawił w rycerza Jedi obcinającego kończyny napastnikom...

Saturday, 2 October 2010

Polska gola, Polska gola!

Słyszałem, że polska piłka nożna ostatnio sięgnęła dna. (Piszę 'słyszałem', bo na oglądanie polskich 'futbolistów' nie tracę czasu). Przegrali podobno 3:0 u siebie z Kamerunem - kibice w czasie tego pojedynku wykazali się sporą dozą zdrowego humoru, po trzeciej bramce skandując 'jeszcze jeden, jeszcze jeden!'. Polskę w rankingu FIFA wyprzedziły takie asy jak Mali i Uganda - plasują się na strategicznym 66 miejscu. Albania i Benin depczą po piętach.

No to od tych dziewcząt (sic!) z zespołu szkoły średniej w Wilmington w USA mogliby się śmiało uczyć waleczności i gry do ostatniego gwizdka, a przede wszystkim techniki i skuteczności.

I jeszcze ciekawostka: w USA czy w Australii na piłkę nożną nie mówi się inaczej, tylko 'soccer', jak powiesz 'football', to wszyscy myślą o futbolu amerykańskim lub australijskim (Aussie Rules).

Sunday, 26 September 2010

Jeszcze raz muzyka

Jak już się rozpisałem o muzyce, no to kontynuuję...

Ten kawałek zawsze przyprawiał mnie o palpitację serca. Dedykuję go moim córkom. Nieśmiertelni The Seekers, 'I'll Never Find Another You', prosto z Down Under (sprzed ponad 45 lat):

Friday, 17 September 2010

Now relax...

Kiedyś powiedzialem córkom, że jeżeli będą grały na skrzypcach lub na innych instrumentach strunowych tak jak czterej najgorsi grajkowie na tym kawałku Pachelbela (najlepsza wersja, jaką znalazłem na youtube), to wyłoże każdą kase na ich edukację...
Zdania nie cofam - listen and wonder...


Nie wiem dlaczego, ale wydaje mi sie, ze clip zostal nakrecony w Argentynie. Albo przynajmniej w jakims kraju poludniowoamerykanskim...

Wednesday, 15 September 2010

Bezbutowcy


Tacy też występują, i to nawet często, w australijskiej przyrodzie.

Na zdjęciu przykład jednego, a raczej jednej z nich, bo to była dziewczyna. Pobierała właśnie kasę z bankomatu. Z daleka niczym się nie wyróżniała. Dopiero po zbliżeniu się (no hola, hola, proszę nie brać tego wyrażenia dosłownie!) można było poznać, że ma się do czynienia z przedstawicielką tzw. białej hołoty (tzn. ludźmi o białym kolorze skóry, którzy nie pachną za pięknie, spożywają wszystko, co powoduje chwilowy lub permanentny stan zamroczenia oraz ich dochody kształtują się o wiele poniżej średniej australijskiej albo się w ogóle nie kształtują, ale niektórzy mogą posługiwać się bankomatem, jak nasza bohaterka).

Aby nie być posądzonym o rasizm, gwoli ścisłości muszę przyznać, że na ulicach Brisbane i przedmieść dużo częściej spotyka się przedstawicieli kolorowej i zwłaszcza czarnej hołoty, ale to tylko taka mała dygresja.

No więc wroćmy na krótko do naszej bezbutowej bohaterki: właściwie to nie udało mi się ustalić, czy pod spodniami od dresu o 10 numerów za dużymi były buty, czy nie. Musiałem lecieć do pracy, a 45-sekundowe oględziny nie pozwoliły mi tego ustalić.

Ale stawiam dolary przeciwko orzechom macadamia, że butów nie było z prostych względów oszczędnościowych: no bo po co nosić, jeśli ich i tak nie widać.

Thursday, 26 August 2010

Samochodzik cz. 2


A to zdjęcie ze Stradbroke Island w Queensland, zatytułowane 'Samochodzik, któremu źle z rejestracji patrzy'.

Podobają Wam się 'samochodzikowe' zdjęcia?

Do następnego, cheers!

Saturday, 21 August 2010

Samochodzik


Tym razem odgrzebałem zdjęcie nie z Australii, tylko z Nowej Zelandii.

Tytuł zdjęcia: Samochodzik, który się prosi o dzwona.

Monday, 16 August 2010

Polska nierówna Australii, także w warstwie językowej


O pytaniach moich córek dotycących polskich toalet pisałem tutaj. (Nota bene ostatnio wielkie zdziwienie jednej z nich miało miejsce, kiedy jedna z toalet w PL-u była bezpłatna).


Ale ja nie o toaletach tym razem, ale o zderzeniu dzieci wychowanych w Australii z polską rzeczywistościa.


Moja starsza po krótkim pobycie w PL-u i po zabawach z rówiesnikami (pierwsze lata szkoły podstawowej) przyszła do mnie z pytaniem: tata, a co to znaczy ‘ku*wa’?


Zamurowało mnie, ponieważ ‘r’ w wypowiedzianym słowie nie było wykropkowane, a moje dzieci do niedawna nie wiedziały co to znaczy ‘dupa’ (a jak się dowiedziały od dzieci w polskiej szkole sobotniej w Brisbane, to i tak myślały, że to szczyt chamstwa wypowiedzieć to słowo).


Po namyśle i śledztwie, gdzie i kiedy to słyszała, wygłosiłem krótki wykład na temat tego, jak wyrażają się ludzie niewykształceni, no po prostu z marginesu społeczeństwa. Wtedy z kolei musiałem wytłumaczyć, co to jest margines społeczeństwa. Jakoś się udało, ale po kilku dniach jak bumerangiem wróciło pytanie: tata, a czy wszyscy w Polsce to margines społeczeństwa?


Na to pytanie nie umiałem odpowiedzieć.


Coś w tym jest. W Austalii nie słychać tyle 'rzucania mięsem' przy każdej okazji.

Sunday, 8 August 2010

Powrót do korzeni



Dawno nie było o butach. No to teraz o najpopularniejszym obuwiu w Australii. Gumowe klapki. W miejscowym narzeczu: thongs (nie mylić z majtkami, co to się wrzynają).


Podstawowe całoroczne obuwie 90% Australijczyków, szczególnie na północ od Sydney. Noszą je wszyscy (mężczyźni, kobiety, dzieci, nastolatki) i to dosłownie wszędzie. Dziewczyny w moim biurze jak miały czas, to je zmieniały na jakieś normalne buty. Ale czasem cały dzień siedziały za biurkiem w klapkach, albo na bosaka – normalka!


Podstawową zaletą klapków jest cena. Waha się od 2-3 dolarów na wyprzedaży w K-mart (to taka większa Biedronka) do około 15-20 dolarów w bardziej ekskluzywnych sklepach, jak David Jones lub Myer (równowartość 2 piw w pubie w City). Wtedy z reguły klapki mają różne napisy, takie jak ‘Aussie Rulez’ albo ‘Billabong’. A w chińskich sklepach napis na klapkach głosi ‘Versace’ albo ‘Dolce&Gabbana’ i obuwie też jest za grosze.


Aha, no i są przewiewne – grzybica się Ozich raczej nie ima (raczej, bo o wyjątkach już pisałem tutaj). Zima, przynajmniej w Brisbane, nie sprawia żadnej różnicy – klapki są całoroczne!!!


Jedyne co mi nie pozwala nosić klapków, to niemiłe uczucie czegoś pomiędzy palcami. Dlatego noszę zwykle takie skórzane klapko-sandały bez paska na piętę i bez przedziałki pomiędzy największym palcem i sąsiednim. No ale to już mercedes wśród klapków – kosztują od około 50 dolców wzwyż. Takie klapki noszą tylko bardzo bogaci Australijczycy lub emigranci z Europy. Choć pewnie i tak wychodzi na jedno, bo na dłuższą metę trwałość klapko-sandałów ze skóry znacznie przewyższa trwałość tych gumowych.

Powiedz mi jakie nosisz klapki, a powiem ci kim jesteś!