Thursday, 1 November 2012

Aussie way

I love the story:

http://www.news.com.au/lifestyle/pay-it-forward-the-kind-strangers-who-wil-pick-up-your-bill/story-fneszs56-1226508194535

If link is broken in the future this is the full story (an article from Murdoch-hate-media):

>>>"I BELIEVE you should try to 'be the difference that makes a difference'. This bloke succeeds at this every day."

Glenn wrote to us on Monday with a story about his friend - "this bloke" - who loves to live his life according to a simple, altruistic mantra: pay it forward.

When Glenn lost two cars within six months and had no way to run around his family of five, a small token of friendship proved a big relief.

"I've got three kids between 16-20, it's the worst time to be without cars," Glenn wrote.

"My mate picked me up and took me to his place. He handed me the keys to an extra car he and his wife owned but no longer used and told me it was mine."

Glenn's story was among dozens we heard from news.com.au readers after we called for tales of random acts of kindness.

Based on the overwhelming response, Australia is apparently home to some of the world's most generous people.

Peter O'Brien witnessed a young man at a McDonald's, in Sydney's Caringbah, step forward and pay for a woman, who it turned out was intellectually disabled and was struggling to count her coins.

Some motorists are paying tolls for the car behind them. In fast food drive-thrus, from Sydney to Perth, it's a similar story.

And a few couples have written in relating their experiences of having anniversary and honeymoon dinners paid for by complete strangers.

As Kat of Queens Park commented, paying it forward is "a fun way to make the world just that little bit better and friendlier".

We agree. How could an act of selfless, casual philanthropy, as simple as having your coffee paid for by a stranger, not bring a smile to your face?

Lily Mills wrote to us about a generous and kind man near her local coffee shop.

"When we found out we were unable to have children he organised with the owner to bring out a chocolate cake for us to share," she wrote.

"He regularly gives me free coffees if I am short changed. What started out as random acts of kindness turned into a blossoming friendship."

Jess wrote about her partner and his mate, who put envelopes of cash on the windshields of cars belonging to total strangers near Christmas.

And Anni Richardson had no money in her account to pay her motor vehicle registration, and was about to leave the office, when: "the gentleman alongside me heard my problem, handed his attendant $300 to pay my registration and get any shopping done that I might need before I could get my pay sorted out".

"I couldn't believe it - I don't think the girls behind the counter could either! Now I pay it forward when I can. It gives me a buzz and I somehow feel like I'm paying that gentleman back."

Tell us your #payitforward story on Twitter with our handle: @newscomauHQ." <<<

So Aussie. I'll do the same...


Saturday, 6 October 2012

Papierologia w PL vs Oz

Sie mi dzis przypomnialo. Jak Aussie podchodza do pewnych spraw, to sie nie miesci w polskich przecietnych glowach.

Kilka razy zmienialem prace w Australii. Nigdy sie nie zdarzylo, zebym musial podpisywac jakies kwity na komputer czy inne wyposazenie, ktore bylo moim narzedziem pracy. Moze trafiam na takie firmy, nie wiem.

A najlepiej wygladalo przekazanie samochodow sluzbowych: za pierwszym razem kluczyki wreczyla mi Angelica z HR: 'Masz kluczyki, tu jest samochod, szerokiej drogi.' Troszke zbaranialem, ale nic, przyjela mnie do pracy, to sie z nia nie dyskutuje.

Drugim razem odbieralem wozek od zewnetrznego dostawcy. Przywiozl nowke subaru forester pod biurowiec, zadzwonil na komorke, zszedlem na dol. Za ten czas sciagnal bryczke z lawety i ta sama spiewka: 'Tu masz kluczyki, niech sie dobrze jezdzi'. 'A cos mam podpisac?' - niesmialo zapytalem. 'Naah, our admin people will get it right. Cheers'. I tyle go widzieli.

Jak ktos ci ufa, to mile, nie?




Sunday, 9 September 2012

Judith

Judith beats The Beatles, 100%!

Scierka

Ale mi pisanie postow idzie! Napisalem dzis tyle postow, co od poczatku roku! Choc jak moze zauwazyliscie - bez polskich znakow diakrytycznych. Poki co, let it be. Maybe forever.

Musze to napisac. Nie wiem jak to wytlumaczyc.

Jeszcze dlugo dlugo zanim pomyslalem o Australii jako o miejscu do zamieszkania, za czasow glebokiej komuny w malym prowincjonalnym miasteczku na poludniu PRL-u, kiedy bylem 10-letnim brzdacem, w moim zyciu pojawila sie Australia. Za sprawa ... lnianej scierki wiszacej nad piecem w kuchni mojej mamy. Nie wiem skad sie wziela ta scierka. Dosc powiedziec, ze byla kultowa, jak wszystko za komuny co sie kojarzylo z wolnym swiatem.  Byl na niej text piosnki 'Waltzing Matilda'. I ilustracja australijskiego yobbo z tobolkiem.

Wtedy nie mialem pojecia, ze ta scierka w ogole jest zwiazana z Australia, nie znalem angielskiego, a jakbym nawet znal, to trzeba znac kontekst - 'dancing Matilda' to przeciez tylko 'tanczaca Matylda'. Z Australia - wtedy - zero skojarzen.

Potem doroslem i zaczalem myslec, jakby tu znalezc sie w nieco lepszym srodowisku. Wybor padl na Oz. Veni, vidi, vici. I znalazlem moje miejsce na Ziemi. A potem przypomnialem sobie scierke sprzed 25 lat.

Once again: nie wiem jak to wytlumaczyc. Scierka determinuje czyjes zycie?




Ile kto pracuje


Natknalem sie ostatnio na taka wiadomosc w news.com.au:

The report on the ACTU’s Working Australia Census 2011 reveals working time has been creeping up annually, with many Australians now putting in more than eight hours each day. An average Australian worker clocks up 1686 hours a year.

Na poczatek wyjasnienie: Australian Council of Trade Unions (ACTU) - to taka czapa nas zwiazkami zawodowymi w Australii, czyli zrodlo raczej tendencyjnych informacji, ale w tym wypadku zdecydowalem sie ich uzyc, bo jesli sa przeklamane, to na pewno zawyzaja, co uczyni mojego posta bardziej przekonywujacym - zaraz sie dowiecie, o co chodzi.

Tlumacze cytat: raport ACTU donosi, ze czas pracy stale sie wydluza i wielu Australijczykow pracuje wiecej niz 8 h dziennie. Przecietny Australijczyk pracuje 1686 godzin rocznie.

Z polskiego netu: Statystyczny polski pracownik spędza na wypełnianiu obowiązków zawodowych stosunkowo dużo, bo 1939 godzin rocznie. To daje trzecie miejsce w Europie - wynika z raportu OECD.

No i porownanie PKB (2011):

PL: PLN 1,522.7 mld
Oz: AUD 1,437.3 mld (PLN 4,816.8 mld)

A jeszcze ilosc ludzi:

PL: sami wiecie ile
Oz: 22.7 mln

Calkowita liczba obywateli moze byc mylna w tym przypadku, bo przecie w PL-u jest chyba najwiecej rencistow na swiecie - procentowo, ale zaznaczam, ze mowie to nie sprawdzajac zrodel, wiec prosze mnie nie ciagac po polskim wymiarze niesprawiedliwosci.

Krotko: okolo dwa razy wiecej ludzi w PL zapieprza 15% godzin rocznie wiecej za ponad trzy razy mniejsza kase. No further comments.


Thursday, 2 August 2012

Budowanie w PL-u


Zdjęcie wykonano jak widać w Castoramie. Ja sie okrutnie zdziwilem, dlaczego w PL-u ktoś buduje cokolwiek, jeżeli tak wygląda proces inwestycyjny w skrócie. No ale ludziska do tego przywykli, nie dość, że budują, to jeszcze nikt się nie dziwi na widok plakatu. A wszyscy powinni, wg mnie, przystawać i zakrzyknąć tak jak w tym kawale o polskiej wycieczce do największego wodospadu na świecie: 'O, KU*WA, JA PIE*DOLE!'

W PL-u nie dziwi nic.

Wednesday, 18 January 2012

Najprostsza recepta na kryzys

Wczoraj rano usłyszałem przypadkiem maksymę, której wspomnienie nie pozwalało mi zamknąć gęby do końca dnia (ze śmiechu). Nie ma to jak dosadne wyrażenie w ojczystym języku.

Hasło przypomina brzmieniem przysłowie staropolskie (przynajmniej tak mi się kojarzy) i wydaje mi się, że to rewelacyjna, łatwa, miła i przyjemna recepta na obecny kryzys gospodarczy w zbankrutowanej Unii Jewropejskiej oraz na nieodległy ogólny kryzys wszystkiego w PL-u (choć niektórzy mówią, że to nie kryzys, to rezultat).

Po krótkim googlaniu okazało się, iż powiedzonko jest dosyć popularne, a ja go wcześniej nigdy nie słyszałem. No cóż, człowiek uczy się całe życie.

Co wrażliwsze panie z góry przepraszam za mą francuszczyznę. A więc, Ladies and Gentlemen, motto miesiąca, a może i rozpoczętej dekady:

Pić, pierdolić, nie żałować, bieda musi pofolgować!




Happy new year!!!


Friday, 25 November 2011

Porównujemy pogodę

Tak jest w Brisbane.



A tak w Warszawie.



No i jeszcze ci pasażerowie zeskrobujący lód z szybki, by zobaczyc o której nie pojedzie pociąg...



Życzę wszystkim ciepłego dnia.

Wednesday, 23 November 2011

Russians salute Obama

Post z okazji wizyty Obamy w Australii. Pewnie też specjalnie przy święcie Dziękczynienia się Rosjanie postarali...

Friday, 23 September 2011

Alegoria

Polska:


...i Australia:


Wiem, wiem - zdjęcia są tendencyjnie dobrane. Jakoś nie mogłem się powstrzymać, nie wiem dlaczego.

Żeby nie było, że upiększam: Sunshine to jedna z gorszych dzielnic w Melbourne. Ale przynajmniej ładnie brzmi.

See ya.